czwartek, 15 grudnia 2016

- 13 -

     Oddech Clarisse jest płytki i urwany. Nie potrafi skupić się na niczym innym oprócz brązowego wilka. Myśli w jej głowie wywołują burze, ale nic nie może z nich zrozumieć. Jakiś głos w głębi świadomości krzyczy na nią, żeby uciekała.
     Gdy zwierzę zatrzymuje się kawałek przed nią, wstrzymuje oddech. Tonie w oczach zmiecha barwy gorącej czekolady, którą tak polubiła. Nie myśląc jasno, powoli unosi lewą dłoń wyciągając ją lekko przed siebie. Wypuszcza drżący oddech, przełyka głośno ślinę zatrzymując rękę w połowie drogi do pyska wilka. Czeka cierpliwie z trudem wytrzymując jego spojrzenie. Zafascynowana patrzy jak wilczysko podsuwa łeb do jej dłoni przymykając oczy. Z zadziwiającą ulgą wypuszcza powietrze delikatnie przejeżdżając po miękkiej sierści z leciutkim uśmiechem na ustach. Po kilku chwilach zmiech odsuwa się od niej i idzie z powrotem w stronę pozostałej dwójki zwierząt. Przystaje na chwilę odwracając łeb w jej stronę i macha do niej zachęcająco. Clarisse niepewnie stawia kroki wyrównując się z wilkiem.
     Powoli podchodzi do leżącego ciała chłopaka nie zważając na obecność zmutowanych zwierząt. Usta jej drgają, a w oczach pojawiają się łzy. Czuje jak wszystko co do tej pory zjadła podchodzi jej do gardła. Upada na kolana tuż obok trybuta z Dwójki. Patrzy na nieruchomą klatkę piersiową, a następnie spogląda w górę. Na twarzy widać wiele ran, oczy wciąż otwarte, a prawa strona szyi jest rozerwana. Clarisse zakrywa usta i nos przed wstrętnym zapachem, ale to nie pomaga. Stara się zatrzymać jedzenie w środku. Nie udaje jej się to. Szybko odsuwa się od martwego chłopaka i wypróżnia zawartość żołądka na trawę metr dalej. Po jej policzkach spływają łzy. Wymiotuje dopóki nie pojawia się żółć. Oddycha ciężko, jakby dopiero co skończyła wyczerpujący bieg. Ponownie zbliża się do ciała. Drżącą ręką sięga do jego twarzy. Wstrzymuje oddech, po chwili niepewności zabiera sztylet z jego zaciśniętej pięści i wsuwa go za pasek. Przemieszcza się bliżej głowy chłopaka. 
     - Przykro mi - szepcze, kiedy opuszkami palców zmusza jego powieki do ukrycia błękitnych oczu. Głos jej się załamuje, gdy ponownie się odzywa. - Tak bardzo mi przykro.
     Kilka łez spływa po jej policzkach. Nie przejmuje się tym, że zapewne właśnie ta scena jest pokazywana w całym Panem. Nie chodzi jej o rozgłos. Właśnie widziała śmierć człowieka, to się teraz liczy. Człowieka na którego w domu czeka rodzina, przyjaciele, a może nawet ukochana.
     Po minucie zbiera się w sobie i wstaje. Spogląda w stronę leżącego wilka i zaczyna powoli do niego podchodzić. Gdy słyszy jego warkot uświadamia sobie, że nadal trzyma w ręce swój nóż. Chowa go za pas i podchodzi bliżej pod czują obserwacją całej trójki zwierząt.
     - Mogę wyjąć oszczep? - pyta wilka, gdy klęka tuż obok jego tylnej łapy.
     Zmiech nieufnie na nią spogląda, ale potakuje łbem. Clarisse bierze głęboki wdech, gdy zaciska palce na srebrzystej broni. Zamyka oczy. Silnie i sprawnie ciągnie włócznie w górę. Kładzie ją tuż obok siebie. Spogląda niepewnie w oczy zwierzęcia, ale nie widzi w nich nienawiści, a wdzięczność.
     Oddycha z ulgą.
     Zwierzę lirze ranę. Podskakuje w miejscu, gdy wilk zrywa się na łapy. Zdziwiona patrzy na miejsce skąd przed chwilą wyciągnęła oszczep, jednak nie ma tam żadnej rany. Jedyną pozostałością po jakimkolwiek okaleczeniu jest czerwona plama na czarnym futrze. Usta dziewczynki otwierają się ze zdziwienia.
     - Niesamowite - uśmiecha się patrząc na zmianę w oczach czarnego wilka i tylna łapę.
     Ogląda się za siebie, gdy słyszy za sobą oddech. Wilk o szarym futrze stoi tuż za nią, a w pysku trzyma poturbowany plecak chłopaka z Dwójki. Dziewczynka niepewnie sięga po niego, a zwierzę ostrożnie go puszcza. Clarisse odpina zamek i zaczyna przeglądać jego zawartość. Dwie paczki suszonej wołowiny w paskach. Okulary przeciwsłoneczne. Paczka krakersów. Litrowa butelka, w połowie pełna. Jak na zawodowca to mało. Dlatego zaczyna podejrzewać, że ich sojusz musi mieć gdzieś obozowisko. Podejrzewa, że znajduje się ono przy Rogu Obfitości. Pakuje wszystko z powrotem i zakłada go na swój plecak. Powoli wstaje.
     - Dziękuję wam, że mnie nie zabiliście - patrzy po kolei na wszystkie trzy wilki, które zbliżają swoje łby bliżej ziemi geście, którego dziewczynka nie rozumie. - Pójdę już.
     Odchodzi kulejąc. Jednak nie udaje jej się za daleko odejść, bo tuż przed nią zatrzymuje się największe zwierzę z brązowym futrem. Nieświadomie wstrzymuje zszokowana oddech na kilka sekund. Jest zaskoczona tak nagłą reakcją wilka.
     - O co chodzi? - pyta drżącym głosem, chociaż stara się brzmieć spokojnie.
     Zwierzę kiwa głową w stronę jej prawej nogi. Clarisse szybko pojmuje o co chodzi i od razu mówi, że to nic takiego. Jednak wilk nie jest o tym przekonany przez co znowu zaskakuje dziewczynkę. Kładzie się tuż przed nią i kiwa łbem w prawą stronę, na swój grzbiet. Dziewczynka patrzy na niego zdziwiona, a zwierze ponawia zachęcający ruch. Po chwili namysłu Clarisse niepewnie i nieporadnie wdrapuje się na plecy ogromnego wilka, który powoli wstaje na potężne łapy. Zaczyna kroczyć, a za nim pozostała dwójka. Dziewczynka spogląda jeszcze ostatni raz w stronę martwego ciała chłopaka z Dwójki.
     Idą równym tempem przez las w całkowitej ciszy. Chce jej się znowu płakać, ale wie, że musi się teraz skoncentrować na odnalezieniu Chestera. Wyjaśnia nowym sojusznikom jak wygląda jej przyjaciel, a one kiwają łbami jakby już go widziały. Czarne zwierzę nagle się zatrzymuje, a jego uszy zaczynają się poruszać w różne strony, unosi łeb ku górze. Nozdrza się rozszerzają. Tak samo zachowuje się szary wilk i po chwili obydwa biegną pomiędzy drzewami. Mięśnie dziewczynki napinają się przygotowując do nagłego zrywu alfy, lecz nic takiego się nie wydarza. 
     - Co się dzieje? - pyta zdziwiona, ale nie otrzymuje żadnej reakcji ze strony zwierzęcia.
     Postanawia spokojnie siedzieć na grzbiecie wilka i zaczekać na rozwój sytuacji. Stara się oddychać spokojnie i miarowo, ale wszelkie jej starania idą w niepamięć, gdy dobiega ją wycie dwóch wilków. Zaciska palce na futrze zwierzęcia próbując wypatrzeć co się dzieje za drzewami, chociaż od początku wie, że jest to niemożliwe.
     Przełyka ślinę, która nazbierała się w jej ustach. Nagle odgłosy walki ucichły, a alfa nagle zrywa się biegiem. Clarisse w ostatniej chwili mocniej ściska futro zwierzęcia unikając dzięki temu upadku. Wilk wbiega na niewielką polankę. Dziewczynka rozgląda się uważnie po niej dopóki nie dostrzega jakiejś osoby leżącej po drugiej stronie pod dużym drzewem, a obok niej stoją dwa pozostałe wilki. Alfa w szybkim tempie pokonuje oddzielającą ich odległość, a Clarisse w końcu zauważa twarz chłopaka. 
     - Chester. - szept ucieka z jej ust i od razu próbuje stanąć na ziemi. 
     Wilk kładzie się, żeby mogła bezpiecznie z niego zejść. Najszybciej jak tylko może utyka do przyjaciela i od razu obejmuje dłońmi poharataną twarz. Patrzy na nią niebieskimi oczami przepełnionymi przerażeniem i troską. 
     - Chester. Chester, słyszysz mnie? Chester - delikatnie nim trzęsie. - Chester, obudź się. Chester.
     - Clarisse? - słaby głos ucieka z ust chłopaka, gdy powoli otwiera oczy. Jego usta wykrzywiają się w mały uśmiech.
     - Żyjesz. Ty żyjesz - dziewczynka przyciska twarz do jego szyi, a wataha spogląda na ich dwójkę zaciekawiona. - Tak bardzo się bałam.
     - Jest dobrze. Już dobrze, Clarisse - szepcze głaszcząc ją czule po głowie.
     Chłopak siada z pomocą przyjaciółki przy akompaniamencie jego jęków bólu.
     - Co się stało? - pyta przyglądając się wszystkim widocznym raną na jego skórze.
     - Zawodowcy - warczy wypluwając trochę krwi.
     Clarisse jedynie kiwa zrozumiale głową i dopiero po chwili dostrzega nieufny oraz niezrozumiały wzrok Chestera skierowany na zmutowane zwierzęta. 
     - Jest okej. Nie zrobią nam krzywdy - odgarnia z jego czoła ciemne kosmyki włosów.
     Chłopak patrzy przez dłuższa chwilę na jej twarz. W końcu potakuje delikatnie głową chociaż nie jest przekonany co do współpracy ze zmiechami.
     - Powinniśmy się stąd wynosić. Mogą wrócić w każdej chwili, żeby mnie dobić - oznajmia zwięźle i próbuje wstać o własnych siłach, ale od razu upada z powrotem na ziemię.
     Szare wilczysko przybliża się powoli i kładzie tuż obok nich. Po namowie ze strony dziewczynki, Chester w końcu wdrapuje się na jego grzbiet z jej pomocą. Obserwuje uważnie sylwetkę przyjaciółki, gdy ta oddala się od niego i siada na grzbiecie alfy. Po drodze zgarnia jeszcze maczetę, która leżała tuż obok przyjaciela. Zaciska usta w wąską linię patrząc smutnym wzrokiem na kulejącą dziewczynkę. W głowie błaga o to, aby jej kostka nie była złamana.
     Kroczą równym tempem przez las w stronę góry śnieżnej po tym jak Clarisse wytłumaczyła, że śnieg jest dobry na osłabienie bólu. Para trybutów zerka na siebie co jakiś czas, jakby upewniali się, że ta druga osoba nadal jest niedaleko. Dziewczynka uśmiecha się do niego delikatnie, co od razu odwzajemnia kiwając lekko głową. Jest wykończony, ale nie chce tego okazywać, żeby jeszcze bardziej jej nie martwić. Jednak Clarisse wie, że z Chesterem nie jest za dobrze. Ma nadzieję, że Haymitch przysłał mu jakiś spadochron. Ona na razie nie dostała ani jednego. Stara się tym nie przejmować, bo spójrzmy prawdzie w oczy. Stawiając obok siebie tegorocznych trybutów z Dwunastki od razu można stwierdzić, które z nich ma większe szanse na przeżycie.
     Biały puch wydaje specyficzne skrzypnięcie, gdy silne łapy wilków odciskają na nim ślady. Owija ich coraz chłodniejszy wiatr. Ziemia coraz bardziej się podnosi, a śniegu jest coraz więcej, ale wilczyska dzielnie brną przez zaspy. Ich ciała pozostają rozgrzane chociaż temperatura powietrza cały czas spada. Clarisse podejrzewa, że oprócz szybkiej regeneracji i uleczania mają inne niesamowite zdolności.
     Mijają miejsce, w którym robiła sobie zimny okład. Po jej działalności nie ma nawet najmniejszego śladu. Zwierzęta skręcają w prawo i przyśpieszają kroku. Dziesięć minut później przechodzą przez wąski przesmyk, brązowy wilk ledwo się w nim mieści. Wchodzą do nie za dużej jaskini. Gdzie nie gdzie widać roztopiony śnieg, ale w większości jest sucho.
     Clarisse i Chester ostrożnie schodzą z grzbietów zwierząt. Chłopak musi podtrzymywać się wilczyska, żeby nie upaść na zimną podłogę. Dziewczynka od razu do niego podchodzi i pomaga mu się ułożyć na suchej skale. Zdejmuje z jego pleców czarny duży plecak i siada obok niego. Otwiera torbę, zaczyna przeglądać jego zawartość. Śpiwór. Prawie pusta dwulitrowa butelka. Mała apteczka. Fiolka jodyny, większej niż jej. Okulary przeciwsłoneczne. Paczka suszonych owoców. Spory kawał upieczonego mięsa owinięty folią aluminiową. Pięciometrowa lina. Rękawiczki oraz pudełko z maścią na poparzenia. 
     - Po co dają nam okulary przeciwsłoneczne? - pyta dziewczynka, bo nie chce wspominać o lekarstwie, które z pewnością jest od Haymitcha.
     - To nie są okulary - Chester uśmiecha się słabo. - To noktowizory. Można w nich widzieć w ciemności tak samo jak w dzień.
     Clarisse potakuje głową. Rozkłada śpiwór na ziemi i pomaga chłopakowi się na niego przenieść. Pomaga mu ściągnąć ubranie, zostaje w samych majtkach. Jego ubrania są wybrudzone, nie bardziej od jej, oraz przetarte w kilku miejscach. Dziewczynka zaczyna opatrywać jego rany dostępnymi środkami. Okazuje się, że tym razem śnieg nie jest im potrzebny. W apteczce znajduje środek odkażający, wata i bandaże. Oczyszcza wszystkie rany, poparzenia smaruje maścią. Później pomaga ubrać mu się z powrotem. Kiedy Chester naciąga na dłonie rękawiczki i pakuje niepotrzebne na razie przedmioty do torby, Clarisse zaczyna opatrywać samą siebie. Ściąga ubrania, okazuje się, że na jej brzuchu są niegroźne zadrapania, więc naciąga koszulkę z powrotem. Jednak nogi wyglądają już gorzej. Na całej ich długości widnieją liczne siniaki oraz rany. Odkaża przecięcia, te krwawiące obwiązuje bandażami. Robi to wolno, bo boi się starcia z obolała kostką. Jednak w końcu przychodzi czas i na nią. Chester patrzy na jej nogę z rozszerzonymi oczami. Oboje wiedza, że żadne z dostępnych im środków nie zmniejszy dużej opuchlizny. 
     Dziewczynka bierze głęboki wdech, delikatnie dotyka części ciała i szybko cofa dłoń. Ból jest dużo większy niż jej się wydawało. Oddycha ciężko i kiedy ma zamiar dotknąć ponownie kostki zatrzymuje ją mruczenie wilka. Alfa podchodzi do niej powoli, a chłopak obdarowuje go zimnym spojrzeniem. Wilczysko kładzie się obok Clarisse przez co czuje jego przyjemne ciepło. Trąca nosem miejsce nad jej prawą kostką i patrzy na nią jakby pytająco. Spogląda na niego uważnie próbując odgadnąć co ma zamiar zrobić, ale w końcu poddaje się przytakując głową. Wilk przybliża pysk do opuchniętej kostki i zaczyna lizać ją miękkim językiem. Clarisse Przypatruje się temu uważnie, na chwilę spoglądając na skupioną twarz przyjaciela. Po minucie wilk oblizuje także jej lewy nadgarstek, na którym ciągle widnieją siniaki i małe ranki. Porusza obiema kończynami i z zaskoczeniem mówi, że już jej nie boli.
     - Potraficie uleczać - mówi po kilku minutach ciszy przypominając sobie jak rana po oszczepie w łapie czarnego wilka zagoiła się po oblizaniu jej.
     W odpowiedzi otrzymuje jedynie delikatne przytaknięcie łbem alfy. Bierze głęboki wdech nosem, a następnie wypuszcza powietrze ustami. Wszystko rozkłada na małym kawałku śpiwora. 
     - Mamy dwie litrowe butelki i jedną dwulitrową z wodą. Będzie trzeba je napełnić, kilka kilometrów stąd jest strumyk. Dwie paczki suszonych owoców. Dwie paczki krakersów - Clarisse zaczyna wyliczać. - Dwie paczki suszonej wołowiny. Dwie fiolki jodyny. Śpiwór. Mała apteczka. W sumie osiem metrów liny i mały zwój drutu. Gumki recepturki. Pudełko zapałek. Skarpety i dwie pary rękawiczek. Maść na poparzenia i dwa noktowizory. Kawałek mięsa w folii. Nóż, maczetę i sztylety.
     - Nieźle - podsumowuje Chester uśmiechając się do dziewczynki.
     - Tak. Jak ostatnio tędy przechodziłam to widziałam króliki - wzdycha pakując wszystko do plecaków.
     - Jutro rozstawimy pułapki. Hymn - zauważa Chester, a dziewczynka od razu kieruje się do wyjścia z jaskini.
     Na niebie pojawia się już pierwsze zdjęcie, chłopak z Drugiego Dystryktu. Przed oczami Clarisse pojawia się obraz jego martwych, błękitnych oczu. Szybko odgania od siebie ten widok i skupia się na reszcie poległych trybutów. Następna jest dziewczyna z Ósemki. Dziewczynka nie może się powstrzymać przed uczuciem ulgi. To właśnie ona próbowała ja już dwukrotnie zabić. Ostatni pojawia się chłopak z Dziewiątego Dystryktu. Rozlega się hymn i wszystko znika. Przez chwile trwa cisza, a potem rozbrzmiewają odgłosy lasu. Clarisse wraca do Chestera ze smętną miną, mówi mu o dzisiejszych poległych. Chłopak proponuje, żeby coś zjedli. Paczkę suszonej wołowiny oraz resztkę króliczego mięsa popijając wodą. Dziewczynka przez chwilę zastanawia się nad pożywieniem dla wilków. Największy z nich kiwa przecząco głową, zupełnie jakby rozszyfrował jej myśli.
     A może potrafią też czytać w myślach?, zastanawia się.
     Spina ze sobą dwa końce śpiwora i obydwoje wchodzą do jego środka. Chester pozwala dziewczynce wtulić się w jego ciało, czuje jak drży. Tylko nie chodzi tutaj o zimno. Chodzi o to, że ona dzisiaj po raz pierwszy widziała czyjąś śmierć na arenie. Dusi w sobie odgłos szlochu. Nie chce zamartwiać Chestera. Musi teraz w pełni wyzdrowieć i nabrać sił. Myśli Clarisse zalewają obrazy z Dwunastki. Uśmiechnięte twarze Magde i Cassa. Wyprawy do lasu. Czas spędzony z rodzicami. Bierze głęboki wdech, mocno zaciska powieki, a następnie je otwiera. Czeka chwilę, żeby ponownie je zamknąć i zasnąć. 


Powracam do świata blogów!!
Nie było mnie tu bardo, bardzo długo czas. Straszna ze mnie autorka, wiem. Ale jak ktoś chce niech śmiało wyrazi swoją opinię na ten temat. Nie pogniewam się.
Jest trzynastka (W KOŃCU). I tak szczerze to się strasznie cieszę. 
Postaram się wrzucać kolejne posty, ale pisze w Wordzie i jak kopiuje to tekst nie wygląda tak jakby tego chciała. Tak więc przepisuje wszystko osobno na blogspota.

Pozdrawiam cieplutko, bo za oknem już zimno :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy